Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/to-dokonywac.bytom.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
– Ratunku! – zawołała! – Ratunku! Tu, na dole!

w szpitalu w Luizjanie. Jak doszedł do wniosku, że kobieta, która mu się ukazuje, to nie

– Ratunku! – zawołała! – Ratunku! Tu, na dole!

– Ktoś już to sprawdza; na razie nic.
Hayesie. Podczas ostatniej rozmowy Hayes najchętniej własnoręcznie wepchnąłby go na
Nie?
Chciała go wyminąć, ale zablokował jej wąską przestrzeń miedzy chevroletem a stojącą
– Później – obiecała sobie. Włożyła biały szlafrok kąpielowy i zacisnęła pasek na
doniosły go do brzegu. Z ulgą powitał światła i wycie syren tuż koło plaży. Wychodził z
którym widać zdjęcia obu par bliźniaczek. Cztery dziewczęce buzie o wielkich, naiwnych
słowom, wróciły do fotografii. – No dobra, kupuję to. Zacznij od początku.
Od lat słyszała plotki, że jej matka, która była nieślubną córką Benedicta, romansowała z Cameronem Montgomerym, swoim bratem przyrodnim. Boże, jakie to chore! Na samą myśl, że może pochodzić z tego związku, robiło jej się niedobrze. Oznaczałoby to, że w jej żyłach krąży więcej krwi Montgomerych niż w żyłach prawowitych członków rodziny. Prawowici! A to dobre. Jeśli chodziło o Montgomerych, to według niej nic w tej rodzinie nie było prawowite. Wszyscy tylko udawali, że pracują, i żyli z cholernych funduszy powierniczych, a Biscayne’ów traktowali jak śmieci lub jeszcze gorzej, jak trędowatych. Czy Cameron był jej ojcem? Sugar nie miała pojęcia. Druga możliwość też jej nie zachwycała, bo Earl Dean Biscayne był gnojkiem najgorszego sortu, kłamcą i strasznym chamem. Trzymał ich wszystkich krótko, a za nieposłuszeństwo karał biciem. Sugar nie rozpaczała, że zniknął bez śladu. Mniej więcej w tym samym czasie zginęła matka, tu, w tym miejscu, w płonącej przyczepie. Straż pożarna stwierdziła, że przyczyną pożaru było zaprószenie ognia od papierosa, ale Sugar wiedziała, że matka nie zasnęłaby z papierosem w łóżku. Prawie nigdy nie paliła w domu, a jeśli już, to tylko w kuchni. Earl Dean nawet nie pojawił się na pogrzebie. Ale on nigdy nie dbał o pozory, więc nikt się specjalnie nie zdziwił. Tyle że Earl Dean nie pojawił się nigdy więcej. Niektórzy gadali, że dowiedział się o zdradzie Copper, zabił ją i zwiał. Może i tak. Ale jeśli nie Earl Dean był jej ojcem, to musiał nim być Cameron. Wolała się nad tym nie zastanawiać, wolała też nie myśleć o chorobach psychicznych nękających klan Montgomerych, bo sama miała być może podwójną liczbę złych genów. Czasami nie potrafiła zebrać myśli, szwankowała jej pamięć, świat zdawał się walić, miała wrażenie, że przez jej głowę biegną druty elektryczne. Ogarniało ją wtedy śmiertelne przerażenie. Ale teraz wszystko działało jak trzeba, wszystko było w najlepszym porządku. Trzeba zadzwonić do tego prawnika. Niech się wreszcie przestanie obijać i mocniej naciska na zawarcie ugody. Czas, żeby zaczął zarabiać na te swoje dwieście dolarów za godzinę. Jeśli Flynn Donahue nie da rady, to jest jeszcze jeden sposób na wyciągnięcie pieniędzy od Montgomerych. Jeśli nie da się legalnie, pójdą inną drogą. Dickie Ray z ochotą zajmie się nimi „bardziej osobiście”, jak to określił. „Pozwól mi zająć się tymi bo-gatymi snobami po mojemu”, mawiał ze złym uśmieszkiem. To ją niepokoiło. Do tej pory powstrzymywała go. Ale może trzeba będzie popuścić nieco smycz. Jeszcze raz rozejrzała się po podwórku, pociągnęła z prawie pustej butelki. Rury zajęczały przeraźliwie: to Cricket zakręciła wodę w łazience. Sugar wstała i znów przypomniał się jej ten telefon. Może to nic takiego, zwykły głupi żart. Ale czuła, że to coś więcej. Coś czaiło się w pobliżu, skrywało w długich cieniach kładących się na bagnach, przemykało wśród trzcin i pałek wodnych. Coś złego. Przerażającego. Caesarina też to czuła. Podniosła łeb i zajęczała niespokojnie. Może to tylko szwy na szyi dały o sobie znać, ale Sugar zadygotała przerażona. Gdzieś tu czaiło się zło. Znów usłyszała ten głos: „To ty idź do diabła”. Atropos pędziła jak szalona. Wiatr rozwiewał jej włosy. Adrenalina buzowała w żyłach. W głosie Sugar Biscayne wyczuła strach, przerażenie. Boże, ale odlot! Mała bękarcica dostaje za swoje, i to nieźle!
I to bardzo nie tak.
palcem o klucz!
Poczuł przykre deja vu.
– A kto to wie? To gdzieś w okolicy Szóstej czy Siódmej ulicy, chyba... Stary, muszę
pierwszych stron gazet na dalsze, ale zabójca ciągle grasował na wolności. Sprawiedliwości

- Powiedziałem po prostu, Ŝe potrzebna mi jest pomoc.- A po chwili

się na jego widok. CzyŜby zapomniała, Ŝe on tu mieszka?
- Anulujesz dług, jeśli...
przeradzam się w pirata drogowego? - zaśmiała się.
Bzdura! Ona zawsze będzie kochać Marka.
- Tak. Gdy wróciłem tu, pomyślałem sobie, Ŝe dom wymaga remontu i
- Nie, panie markizie. Chyba w ogóle go nie słyszałem. Imion młodych dam zazwyczaj nie podaje się do powszechnej wiadomości.
- Wróciłaś.
Z zaskoczeniem stwierdziła, że bratanica już wie o kłam¬stwach panny Hastings, i bez słowa komentarza wysłuchała rzeczowej opowieści dziewczyny.
swoich rzeczy. Bardzo się ucieszyła na widok Eriki, kiedy rano przybyła na ranczo. I
- Mam nadzieję, Ŝe pod koniec przyszłego tygodnia. W tym semestrze
W jego oczach nie widać było ani cienia zainteresowania
- Ja. A doktor wie, o czym mówi.
Puls bił mu niespokojnie, ale zmusił się do zapanowania nad emocjami i powoli
karmiła Erikę, Ŝe dziewczynka reaguje na kaŜdy odgłos, wpatrując się w drzwi do
Trzęsącymi się rękoma Clemency poprawiła włosy, Lysan¬der zaś rozluźnił popręg klaczy i ruszył w drogę.

©2019 to-dokonywac.bytom.pl - Split Template by One Page Love