Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/to-dokonywac.bytom.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
ci dziedziczenia korony, jak i opieki Marka, którego malec pokochał. Czy wybaczy jej to, gdy dorośnie i zrozumie, co utracił?

- Jestem kwiatem - zaczęła swoją opowieść Róża. - Ale jestem nie tylko kwiatem. Chodzi o to, że mogę być nie

ci dziedziczenia korony, jak i opieki Marka, którego malec pokochał. Czy wybaczy jej to, gdy dorośnie i zrozumie, co utracił?

Marion Lennox
- Tak! - rzuciła twardo, uniosła dumnie głowę, zdecydowanym krokiem podeszła do drzwi i otworzyła je na oścież.
Ciekawe, jak ten jej kapitalny facet radził sobie z Hen-rym. Czy nie musiał go aby przewinąć?
Pewnego ranka, podczas porannego sprzątania planety, Mały Książę wskazał palcem na czynne wulkany i
Ingrid, która nie znała potocznej angielszczyzny, spoj¬rzała na Tammy takim wzrokiem, jakby patrzyła na coś, co nagle wypełzło spomiędzy liści kapusty.
tylko trzy wulkany, z tego jeden wygasły, Mały Książę poświęcał tej pracy wiele czasu. Lubił swoje wulkany nie
Zrozumiał bowiem, dlaczego Róża nie wyjawiła mu prawdziwej przyczyny odmowy uczestniczenia
w tej podróży. Z tego samego powodu nie wspomniał Badaczowi Łańcuchów o Róży.
dociekał Mały Książę.
- Kim są ci ludzie? - spytała Sayre, przekrzykując hałas. - Psy Huffa Hoyle'a - odkrzyknął nieznajomy. Clark spisał nazwiska napastników. Należeli do nich prawdopodobnie mężczyźni, którzy kryli się teraz za kontenerem na śmieci, wraz z Chrisem, Beckiem i Fredem. Jeden z nich wyrwał Chrisowi megafon i wrzasnął: - Ta suka kłamie! Sayre ponownie ruszyła przez tłum w kierunku Luce, która powtórnie odczytywała listę. Wcześniej niezdecydowani robotnicy zaczęli teraz dołączać do demonstrantów. Tłum protestujących zaczął rosnąć, przekształcać się żyjącą własnym życiem masę, która utrudniała Sayre dalszą wędrówkę. Grupki wściekłych protestantów napierały na nią ze wszystkich stron. Nagle usłyszała, że ktoś krzyczy: - Ty też dostaniesz za swoje, Merchant! Wspinając się na palce, zobaczyła Becka, zbliżającego się do ogrodzenia z łańcucha, które stanowiło linię demarkacyjną pomiędzy dwoma wrogimi obozami. Zmierzał w kierunku Luce, która celowo monotonnym głosem kontynuowała czytanie na glos. Kiedy Beck dotarł do pierwszej linii demonstrantów, zatrzymał się i spojrzał prosto w oczy mężczyznom, którzy uformowali żywą barykadę. Krzyki nagle zastąpiła pełna napięcia cisza, która dzwoniła w uszach. Beck nie cofnął się ani na krok. Stopniowo tłum zaczął się przed nim rozstępować. Niektórzy odsuwali się na bok mniej chętnie niż inni, ale jednak utworzyli przejście dla Becka. W ten sposób przedostał się przez zbiegowisko ku Luce Daly. Gdy się zbliżył, kobieta opuściła mikrofon i spojrzała na niego z nieskrywaną wrogością. - Rozumiem pani oburzenie - Beck mówił cicho, ale jego słowa niosły się daleko w ciężkim, wilgotnym powietrzu ponad milczącym tłumem. - Jeżeli Clark zidentyfikował mężczyzn, którzy zaatakowali go wczoraj w nocy, poniosą odpowiedzialność za swój czyn i zostaną postawieni przed sądem. - Dlaczego miałabym ci wierzyć? - spytała. - Daję pani moje słowo honoru. - Twoje słowo honoru jest gówno warte! - krzyknął ktoś z tłumu. Zachęceni, ludzie zaczęli wrzeszczeć: - Jesteś dziwką Huffa Hoyle'a! - Tak jest! Huff mówi, żebyś się schylił, a ty pytasz, jak nisko! Do pierwszych śmiałków dołączyli inni, aż wyzwiska zlały się w hałas. Przekaz jednak był wyraźny; ludzie pogardzali Beckiem bardziej niż reprezentowanym przez niego wrogiem. Merchant zwrócił się w kierunku tłumu, pragnąc odpowiedzieć, ale zanim otworzył usta, ktoś trafił go w twarz kamieniem. Potem jakiś mężczyzna stojący za plecami Becka skoczył na niego i wykręcił mu ręce do tyłu. Inny uderzył Merchanta w brzuch. Sayre wiedziała, że pomoc może nadejść tylko z jednego źródła. Spojrzała w kierunku kontenera na śmieci i zobaczyła, że Chris i towarzyszący mu mężczyźni wychynęli zza swojej osłony. - Chris! - krzyknęła, mimo, że brat nie mógł jej usłyszeć. Zaczęła wykrzykiwać jego imię raz po raz, machając rękoma nad głową. Zobaczyła, że Fred Decluette rusza w kierunku tłumu, gotowy przyjść na ratunek Beckowi. Powstrzymał go jednak Chris, chwyciwszy Freda za ramię. Potrząsnął głową i coś powiedział. Fred spojrzał z obawą w stronę, gdzie gniewny tłum otoczył Becka, potem jednak niechętnie się wycofał, zajmując miejsce u boku Chrisa. Przeklinając w duchu brata, Sayre rzuciła się przed siebie, odpychając stojących jej na drodze ludzi. Wokół mężczyzn, którzy obalili Becka na ziemię, utworzył się krąg kibiców. Napastnicy
by odfrunąć w przestworza.
ciebie...
- Nie? - Zaśmiała się cichutko. - Nawet jeśli jeszcze nie, to jesteś na najlepszej drodze. Nie miałeś serca go zo¬stawić. Wiem o wszystkim, co robiłeś, znam każdy twój krok. Każdy...
- Nie mam wyjścia. Ty nie umiałbyś się nim zająć, nawet z pomocą przyjaciółki.

– Miałaś dobre życie, babciu – stwierdził wtedy Sebastian.

doszło, w odpowiednim momencie podjedzie i przeprowadzi
Paolo, proszę cię, błagała w duchu. Chłopczyk nie wydawał
– W każdym razie uważaj. Nie mam ochoty znów cię zdrapywać
Nie odezwał się ani nie dał jej żadnego sygnału.
– Nie nazywaj mnie tak. Jestem Barbara albo pani Allen, ale
zdanie. - Nos doktora Langfitta jest
Lucy się zarumieniła.
które opychają się, czym popadnie, a potem potajemnie wymiotują.
wynieść. Pod jakimś pretekstem zabrać
podejście do dzieci. Chłopcy od razu ją zaakceptowali.
ja chrapałem.
- Kto ci to powiedział?
R S
Zapadła cisza. Amy znowu odniosła
- Domyślam się, że dają wam spokój -

©2019 to-dokonywac.bytom.pl - Split Template by One Page Love